Mocna budowa ciała, wysoki wzrost czy szerokie dłonie. To może być oczywiście kwestia tylko budowy ciała, ale nie zawsze. Taki wygląd może być też dowodem na rozwijającą się podstępnie chorobę - akromegalię. To niezwykle rzadkie zaburzenie endokrynologiczne, którego leczeniem zajmują się lekarze ze szpitala wojewódzkiego w Olsztynie.

Kiedy Jerzy Kowalski kilka lat temu trafił do szpitala nie miał pojęcia, jaka choroba rozwija się w jego organizmie: – Dowiedziałem przypadkiem, kiedy przywieźli mnie na kardiologie. Dowiedziałem się, że mam w głowie guza.

Ten guz umiejscowiony był na przysadce, czyli części mózgu, która m.in. wydziela niezbędny do życia hormon wzrostu, ale kiedy pojawia się na niej guz zaczyna się niekontrolowane wydzielanie hormonu wzrostu - bardzo groźne w skutkach.

Powiększa się serce, a liczba naczyń nie wzrasta. Pojawia się choroba wieńcowa, pojawiają się zawały. U tych ludzi mamy mnóstwo nowotworów, kilkanaście razy częściej – mówi prof. Elżbieta Bandurska-Stankiewicz, ordynator Oddziały Endokrynologii i Diabetologii, szpital wojewódzki w Olsztynie.

Wydzielany hormon wzrostu stymuluje nowotworzenie, a poza tym powoduje rozszerzanie się przestrzeni międzystawowej i uszkodzenia narządu ruchu. Tę nadprodukcję hormonu doświadczony lekarz widzi na pierwszy rzut oka, ponieważ w charakterystyczny sposób zmieniają się rysy twarzy chorego. Twarz jest szersza, pacjent ma duże uszy, duży nos, duże usta. Powiększają się dłonie i stopy.

Przyczyną rozwijania się akromegalii często jest brak świadomości. Według różnych wyliczeń na akromegalię choruje od 40-60 osób na milion. Ponieważ choroba rozwija się latami, pacjenci nie widzą radykalnych zmian w swoim wyglądzie. Zachodzą one niezauważalnie dla pacjenta i rodziny. Leczenie polega na chirurgicznym usunięciu guza, ale problem polega tym, że taka interwencja zwykle odbywa się bardzo późno: – Jest to choroba ukryta, po pierwsze wykrywana o 10 lat za późno, gdy zrobi już spustoszenie w organizmie – tłumaczy prof. Elżbieta Bandurska-Stankiewicz.

W efekcie choroba skraca życie średnio o 10 lat. Pacjenci umierają z powodu zawałów, cukrzycy, nadciśnienia i nowotworów, dlatego jeśli choroba zostanie wcześnie wykryta, szanse pacjenta znacząco wzrastają. Zostaje on objęty opieką nie tylko endokrynologiczną, ale także kardiologiczną i profilaktyką nowotworową.