To konflikt, który zaczął się od słów. Pracownicy olsztyńskiego Teatru im. Stefana Jaracza chcą zmiany na stanowisku dyrektora placówki. Zaczęło się od języka, który językiem kultury nie jest, ale w grę może wchodzić nawet oskarżenie o mobbing. Związkowcy czekają na reakcję marszałka województwa, a sprawę sprawdza Okręgowa Inspekcja Pracy.

Czarę goryczy przelał wpis na jednym z portali społecznościowych. Janusz Kijowski, dyrektor Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie napisał: „chamy chyba dopięły swego”. Taki zwrot oburzył część pracowników teatru.

Po tym wpisie zareagowała też rada Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Województwa Warmińsko-Mazurskiego. Związkowcy napisali do marszałka województwa warmińsko-mazurskiego list, w którym domagają się natychmiastowej dymisji Janusza Kijowskiego.

Zarząd województwa warmińsko-mazurskiego kilka miesięcy temu podjął decyzję o zamiarze przedłużenia kadencji obecnemu dyrektorowi. Dla związkowców jest jasne, że dotychczasowy dyrektor musi ustąpić ze stanowiska. Podobne zdanie ma Partia Razem, która podobny wpis zamieściła w internecie.

Janusz Kijowski nie chciał rozmawiać przed kamerą. Na stanowisku dyrektora teatru jest od 14 lat. Na posiedzeniu Komisji kultury miał powiedzieć radnym sejmiku, że jego odejście zniszczy pozycję teatru, który sukcesywnie zwiększał liczbę wystawionych spektakli i notował większą liczbę widzów.

Człowiek kultury, który kieruje tak ważną w mieście jednostką kultury, jaką jest Teatr im. Stefana Jaracza, nie powinien używać takiego języka. To nie jest język dialogu, to nie jest język kultury – mówi Jarosław Szunejko, przewodniczący Rady OPZZ Województwa Warmińsko-Mazurskiego.

Pracownicy teatru, którzy należą do związków zawodowych, a to prawie 60 proc. załogi, chcą rozpisania konkursu na stanowisko dyrektora placówki: – Zostaliśmy wymienieni z imienia i nazwiska. Dyrektor nas obraża, wyzywa na tym facebooku. W tej chwili przygotowujemy pozwy, tzn. nie my, tylko nasi prawnicy – mówi Grzegorz Gromek, aktor Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie.

O złej atmosferze w olsztyńskim Teatrze im. Stefana Jaracza mają świadczyć problemy zdrowotne jego pracowników: – Mamy kolejną osobę, która po wpisach dyrektora jest na zwolnieniu od lekarza specjalisty. Jest na silnych lekach uspokajających – dodaje Gromek.

Aktorzy są ostrożni. Nie chcą mówić o wszystkich zarzutach, które mają ciążyć na dyrektorze teatru. Czekają na wyniki kontroli Okręgowej Inspekcji Pracy. Ta sprawdza przestrzeganie prawa pracy, ale nie tylko: – Sprawdzamy też ewentualnie pod kątem występowania takich negatywnych zjawisk psychospołecznych jak mobbing czy dyskryminacja – mówi Marek Wójciak, okręgowy inspektor pracy w Olsztynie.

Kontrola ma zakończyć się w połowie przyszłego tygodnia. Wyniki poznamy prawdopodobnie za dwa tygodnie.