Dramat rodziny Kosewskich z Najdymowa. Przypomnijmy, rodzina przez 14 lat walczyła o odzyskanie gospodarstwa, które zostało od nich wyłudzone. Kiedy w końcu się udało, prokuratura oskarżyła mężczyznę, który przed laty sprowadził na państwa Kosewskich kłopoty. Rodzina twierdzi, że zaczęła dostawać pogróżki, a przed dwoma dniami spłonęły budynki gospodarcze na ich posesji.

Dramat Barbary Kosewskiej trwa od 2003 roku. Wtedy pożyczyła 600 zł na zorganizowanie komunii córki. Dług, zdaniem pożyczkodawcy, szybko urósł do 1000 zł. Pani Barbara nie miała takiej kwoty. Wtedy dostała propozycje rozliczenia się przez sprzedaż kawałka ziemi. Podpisała akt notarialny, nie czytając go. Okazało się, że sprzedała dom za kwotę 2,5 tys. zł.

Przez lata walczyła w sądzie o odzyskanie dobytku. Udało się w maju tego roku. Notariusz, u którego podpisany był akt nie został skazany. Jedna z osób, która doprowadziła do sprzedaży 11 h ziemi z lasem i budynkami za 2,5 tys. zł dostała wyrok w zawieszeniu. Dopiero 28 czerwca Prokuratura Rejonowa w Biskupcu oskarżyła mężczyznę, który nakłonił panią Barbarę do sprzedaży.

Rodzina Kosewskich długo nie cieszyła się odzyskanym dobytkiem: — Po tym zdarzeniu otrzymaliśmy pogróżki, że nie będzie budynków gospodarczych i będziemy się palić — mówi Krzysztof Łukawski. Zaledwie kilka godzin później rozpętało się piekło. Gospodarstwo państwa Kosewskich stanęło w płomieniach. Spłonęła stodoła, chlewnia, zwierzęta, samochód. W domu państwa Kosewskich mieszka 16 osób. Patryk Kosewski ma na utrzymaniu żonę i 6 dzieci, najmłodsze ma półtora roku.

W sprawie piątkowego pożaru śledztwo prowadzi policja z Biskupca. O pomoc rodzinie zaapelowała senator Lidia Staroń: — Nie możemy żyć w kraju, w którym dzieją się takie rzeczy. Tymczasem Caritas Archidiecezji Warmińskiej organizuje zbiórkę pieniędzy, by pomóc rodzinie Kosewskich.