Bohaterem 10. odcinka programu Bookriders jest Wojciech Kass - poeta i eseista. Urodził się w Gdyni, studiował w Gdańsku, a od piętnastu lat mieszka na Mazurach. Na rozmowę z naszym gościem wybraliśmy się do Muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Praniu, którym Wojciech Kass opiekuje się wraz z żoną Jagienką.

Joanna Wilengowska Wojciech Kass jest moim i Państwa gościem. Dzień dobry.
Wojciech Kass Dzień dobry Państwu.
J.W. Towarzyszy nam Gałczyński, ale przed nagraniem naszej rozmowy mówił Pan o tym, że tak naprawdę pomnik, jeśli komuś by się należał, to tak naprawdę czytelnikom. Dlaczego?
W.K Wie pani, świat, a w tym świecie, oczywiście, i Polacy, bardzo lubią pomniki. Można powiedzieć, że my lubimy pomniki. Na wiele rzeczy socjologicznych, o charakterze socjologicznym czy społecznym brakuje pieniędzy, a na pomnik pieniądze zawsze się znajdą. Uważam, że biorąc pod uwagę te różne względy, nie tyle w obecnym czasie pisarz, poeta, działacz polityczny, święty zasługuje na pomnik co czytelnik. Należałoby w Polsce wystawić pomnik czytelnikowi, ponieważ zaczyna w naszym świecie brakować wielkich „czytaczy”. Co ja mam na myśli, mówiąc o wielkim „czytaczu”? To znaczy o człowieku, dla którego książka jest czymś niezbędnym. Pamiętam, jak jeszcze przed śmiercią rozmawiałem z Ryszardem Kapuścińskim. On powiedział, że: „Panie Wojtku, książka jest największym przyjacielem. Dlatego nawet jeżeli nas rozzłości i z całej siły rzucimy ją w kąt, to nam nie odda”. Ja też uważam, że książka jest najwspanialszym przyjacielem i kto czyta, ten żyje podwójnie, wielopoziomowo i wielowarstwowo. Książka w przypadku inteligenta jest takim niezbędnikiem, można powiedzieć, w skład którego wchodzi garnuszek do podgrzania wody, widelec, którym można jeść, czy też nóż, którym można kroić chleb. W moim życiu książka odgrywa bardzo dużą rolę i sobie w ogóle nie wyobrażam bez niej życia.
J.W. A książka poetycka? To jest szczególny rodzaj książki, jeszcze bardziej ekscentryczny przedmiot, być może, w wielu domach.
W.K. To prawda, że język współczesności nie organizują już poeci, tak jak poeci przestali też organizować wyobraźnię społeczną, masową. Jeśli mógłbym dzisiaj mówić o dominującym języku, który ma wpływ na ludzi, powiedziałbym, że to jest język polityków i język mediów. I ten język staje w centrum cywilizacji. Myślę, że język jeszcze Greków, język nowożytnej Europy, w tymże centrum, w centrum tego języka stała poezja i ona porządkowała świat. Teraz już tak nie jest. Dla niektórych poezja jest wielkim luksusem Jeszcze bardziej skrajne opinie brzmią takie, że luksusem jest w ogóle myślenie. W jednym ze swoich wierszy właśnie piszę o czymś takim. O czytaniu poezji jako wielkim, wielkim luksusie.
J.W. Czy jako promotor poezji i poetów Pan się czuje, w pewien sposób może, ambasadorem pewnego nieistniejącego czy niknącego państwa? Jak to jest z poezją?
W.K. Zbigniew Herbert zawsze mówił: „Bądź po stronie tych, których jest mniej, i bądź po stronie tych, których biją”. Absolutnie jestem po stronie poetów, których już jest tylko gar… No, może nie jest garstka, bo przecież internet pokazuje nam, że wiele ludzi pisze wiersze. Ale poeta to jest ten, kto jest żywy, a żywym jest ten, kto idzie zawsze pierwszy. Kto idzie drugi, trzeci, czwarty, jest już podejrzany.
J.W. Paradoksalnie, chyba nigdy w historii cywilizacji nie było tylu poetów, sądząc przynajmniej po tym, ile tomików się ukazuje poetyckich.

W.K. Tak. Nie było absolutnie tylu szkół poetyckich, jeśli można powiedzieć, tylu dykcji poetyckich i tylu jednocześnie możliwości językowych, bo ja uważam, że możliwość języka nigdy się nie skończy…
J.W. Czyli poezja będzie trwała…
K.W. Absolutnie, tylko nie wiem, w jakiej mutacji i w jakiej postaci. Teraz dowiaduję się, że już jest szkoła poezji np. cybernetycznej, poezji internetowo-komputerowej. Ja nie bardzo wiem, co to znaczy. Znaczy ja bym bardzo chciał tych młodych poetów poznać. Nie wiem, czy by nas coś jeszcze łączyło, bo jednak zaliczam się do szkoły metafizycznej. A wiem, że, co tu dużo mówić, dla młodych pokoleń metafizyka jest be.
J.W. Może inny rodzaj metafizyki. Metafizyka cyberprzestrzeni. Jest coś takiego?
W.K. Pewnie tak. Zobaczymy, co się z tego wyłoni. Zawsze wydawało mi się, że poezja jest drogą królewską, ale mam wrażenie, że tych królów będzie coraz mniej, że wejdziemy jednak w fazę książąt i giermków, ale o tym się jeszcze przekonamy.
J.W. Mówiliśmy o cyberprzestrzeni, ale Pana przestrzeń to są między innymi drzewa, które mają szczególne znaczenie dla Pana i dla Pana poezji.
W.K. U Niemców jest bardzo ciekawe określenie na poetę natury. Nazywa się go Natürlichlyrik. Ja myślę, że niewielu w Polsce mamy poetów natury…
J.W. Bo to się wydaje banalne.
W.K. Tak. Co to znaczy? To znaczy, będzie się zachwycał drzewkami, ptaszkiem, który przeleci, szumem trzcin, przybojem fal, gwiazdami, słońcem. Można powiedzieć, że to są już wyświechtane pojęcia, jak dla niektórych wyświechtanymi pojęciami jest np. dusza we wierszu właściwie. Jak użyć słowo dusza? Ale to nie do końca prawda, bo można pisać o braku duszy. Jak użyć w wierszu słowo miłość na przykład? Można napisać o jej braku oczywiście. Ja rzeczywiście, gdybym miał się jakoś usytuować, to bym rzeczywiście usytuował się wśród poetów natury. Ja kiedyś napisałem taki wiersz o pustyni, że jak chcesz sprawdzić swój wiersz, to idź na pustynię i czytaj go na głos, raz, drugi, trzeci, aż ten wiersz będziesz znał na pamięć. I być może przejedzie jakaś karawana, być może podejdzie jakaś jaszczurka i to będą pierwsi twoi odbiorcy. Czyli ten wiersz, nawet jeżeli był czytany na pustyni, coś poruszył, wywołał jakieś drganie powietrza, sprawił to, że podeszła jaszczurka, tam możesz sprawdzić swój wiersz, a jeżeli nie sprawdzisz tego wiersza, to przybędziesz pustyni, jej suche serce przepompuje piasek wiersza. Tendencje obecnego świata, przynajmniej zmiany cywilizacyjne idą w takim kierunku, że człowiek odwraca się plecami do natury. Dla Miłosza już natura była ambiwalentna. To z jednej strony rzeczywiście mogła mieć ona nawet charakter filozoficzny, charakter boski, mogła być przedmiotem estetycznego zachwytu czy estetycznego podziwu. Ale jednocześnie natura jako pewne zło, które się w niej odbywa, natura na przykład raka, który wyniszcza człowieka, natura bakterii. Okazuje się, że by świat przestał istnieć, nie potrzeba jakiegoś wielkiego meteorytu czy katastrofy kosmicznej, czy tsunami. Wystarczy jakaś mała bakteria, która nagle powala ludzi i właściwie naukowcy sobie z nią nie mogą poradzić.

J.W. A Pan by zachęcał młodych ludzi do pisania poezji?
W.K. Absolutnie! Absolutnie, dlatego że poezja jest obszarem wolności. A szczególnie młody człowiek usiłuje szukać jakichś kierunków czy też form wyzwolenia samego siebie, poczucia bycia wolnym. Myślę, że poezja ma charakter wyzwolenia. Znaczy, ona wyzwala innego w nas. Nie tego, którego znamy, tylko tego w nas, tego innego, którego nie znamy.
J.W. Który może być straszny.
W.K. Który może być, oczywiście, straszny. Próba wyzwolenia takiego innego trochę graniczy, oczywiście, z tym takim maksymalnym programem i wiąże się z wejściem na pewne terytorium szaleństwa, nie boję się tego powiedzieć. Czyli dla mnie poezja ma tę funkcję ocalającą, co mówi Miłosz, ale też funkcję wyzwalającą, że poprzez język możemy się wyzwolić. I dlatego młodych zachęcam, że jeżeli chcesz zobaczyć swoje prawdziwe oblicze, nawet jeżeli ono jest straszne, sięgaj po poezję. W momencie kiedy piszesz wiersz, usuń, że tak powiem, jakiekolwiek umysłowe…, usuń wszystko to, co podpowiada umysł: analizę, dedukcję, a przede wszystkim wywal tego trzeciego cenzora, tego trzeciego, który jest między tobą a kartką papieru. Ten trzeci, który zagląda ci przez ramię, a ty, pisząc wiersz, już sobie wyobrażasz: jaki ten wiersz zrobi wrażenie, komu go przeczytam, gdzie go opublikuję? Tego trzeciego cenzora musisz wywalić z siebie. I musisz wywalić tak zwany sztuczny umysł: analizę, dedukcję itd. To dopiero później wchodzi, jak będziesz obrabiał ten wiersz, jak będziesz się bawił, że tak powiem, w rzemiosło. To te wszystkie czynniki włącz. Ale umysł w momencie pisania wiersza wyzwól. Wyzwól z siebie pewne głosy, które w tobie są, a nie masz o tym pojęcia. Wyzwól choćby człowieka pierwotnego i pomyśl sobie, jak człowiek pierwotny mógł patrzeć na słońce, jak mógł patrzeć na chmury i jaki rytm krwi w tymże człowieku mógł być. Bo, moim zdaniem, go mamy w sobie. Mamy ich wszystkich w sobie. Tylko wyzwólmy, dajmy im głos. Oni już nie żyją, dajmy im głos, dajmy im znowu twarz. Być może te głosy, które są w poecie, one chcą się znowu ucieleśnić i znowu chcą dostać twarz.
J.W. I to samo chyba dotyczy też czytania poezji. Też trzeba jej pozwolić zaistnieć, nie analizując zanadto, nie szukając tam tych historycznych odniesień, które do odbioru wiersza nie są konieczne, tak naprawdę. I nie bać się poezji? Czy też bać się? Bo ona jest młotem, jest potężnym narzędziem.
W.K. Boimy się wszystkiego, czego nie rozumiemy. A już dykcję współczesnych poetów ciężko jest zrozumieć. Poddaj się wierszowi organicznie! Jeżeli ten wiersz w przypadku poety powstał organicznie, czyli był pisany potem, był pisany krwią, był pisany oddechem tego poety, to poddaj się tego typu odbiorowi. Przecież jeżeli człowiek pierwotny odbierał sztukę, to nie odbierał jej poprzez różne sztuczki umysłowe, odbierał ją całym sobą. Jak to jest? Jakby spróbuj rozłupać w sobie cały stereotyp. Jeżeli stoisz przed obrazem, to nie myśl sobie, jaki jest temat tego obrazu, jaka jest myśl przewodnia, co malarz chciał powiedzieć, tylko niech ci ciary przez kręgosłup przejdą, niech ci się zrobi ciepło albo zimno. Poddaj się temu obrazowi i sprawdź, co ten obraz z tobą wyrabia.
J.W Bardzo dziękuję za rozmowę.
W.K. Też dziękuję.

Rozmawiała Joanna Wilengowska

Jeśli mają Państwo własne pytania do Wojciecha Kassa, prosimy pisać na adres: bookriders@tvp.pl

Wojciech Kass to poeta i eseista. Urodził się w Gdyni, studiował w Gdańsku, a od piętnastu lat mieszka na Mazurach. Wraz z żoną Jagienką opiekuje się Muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Praniu. Jest autorem m.in. książki eseistycznej Pęknięte struny pełni. Wokół Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, nominowanej do WAWRZYN-u – Literackiej Nagrody Warmii i Mazur. Za tomiki poetyckie Do światła i Jeleń Thorwaldsena otrzymał nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Jego inne tomy wierszy to Prószenie i pranie, Przypływ cieni, Gwiazda Głóg, Wiry i sny oraz 41. Jest członkiem redakcji „Toposu” i pomysłodawcą nagrody poetyckiej ORFEUSZ przyznawanej w Praniu.