Po raz pierwszy w historii Warmii i Mazur stopa bezrobocia spadła poniżej 10 procent. Pracodawcom wciąż jednak brakuje wykwalifikowanych pracowników. Pewnym ratunkiem jest sprowadzanie fachowców ze wschodu.

Bezrobocie na Warmii i Mazurach jeszcze nigdy nie było tak niskie – osiągnęło poziom 9,9 proc. W warmińsko-mazurskich urzędach pracy obecnie zarejestrowanych jest ponad 50 tysięcy osób. Połowa to osoby długotrwale bezrobotne, czyli takie, które niekoniecznie szukają pracy. Potwierdzenie można znaleźć w urzędach pracy. Tu oferty są, ale chętnych jak na lekarstwo.

Bezrobocie na Warmii i Mazurach wciąż jest najwyższe w kraju, ale sukcesywnie, z miesiąca na miesiąc spada. To z kolei oznacza, że rynek pracodawców zmienia się w rynek pracowników. Ci pierwsi przyznają, że brakuje wykwalifikowanych osób do pracy. Receptą mają być szkoły branżowe. Do tej pory w społeczeństwie pokutował mit, że to placówki dla mniej zdolnej młodzieży.

Na razie pracodawcy łatają lukę w zatrudnieniu przez sprowadzanie imigrantów z Ukrainy, która wcale nie jest niewyczerpanym źródłem pracowników. Ukraina to główne, ale nie jedyne źródło. Coraz częściej polskie firmy sięgają po pracowników z krajów azjatyckich, takich jak Indie, Bangladesz i Nepal.