54-letni Dariusz R., któremu Prokuratura Okręgowa w Gdańsku postawiła dziewięć zarzutów bezczeszczenia i okradania grobów, nie odpowie za to, ponieważ - według opinii biegłych psychiatrów - w chwili popełnienia tych czynów był niepoczytalny. Zdaniem policji mężczyzna mógł działać na terenie województwa warmińsko-mazurskiego.

Wniosek z opinii biegłych psychiatrów skutkuje tym, że prokuratura będzie musiała umorzyć prowadzone przeciwko mężczyźnie postępowanie.

Biegli po jednorazowym przebadaniu, przeanalizowaniu materiału dowodowego i dokumentacji medycznej orzekli jednoznacznie, że podejrzany w chwili popełniania zarzucanych mu czynów był niepoczytalny, to jest nie miał możliwości pokierowania swoim postępowaniem i zrozumienia znaczenia owych czynów z uwagi na stan zdrowia psychicznego. Biegli nie wnioskowali o poddanie mężczyzny dodatkowej obserwacji sądowo-psychiatrycznej. W ich ocenie to jednorazowe badanie jest wystarczające, żeby wypowiedzieć się na temat zdrowia psychicznego podejrzaneg - powiedziała rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk.

Dodała, że biegli wskazali także, iż mężczyzna wymaga leczenia w zamkniętych warunkach szpitalnych, ponieważ pozostając na wolności, mógłby dokonywać podobnych przestępstw.

Osoba, która jest niepoczytalna, nie popełnia przestępstwa. W takiej sytuacji prokurator ma tylko jedną możliwość: skierowania do sądu wniosków o umorzenie postępowania i orzeczenie tzw. internacji, czyli umieszczenie podejrzanego w zamkniętej jednostce szpitalnej celem leczenia — wyjaśniła Wawryniuk.

Zaznaczyła, że treść opinii biegłych psychiatrów nie oznacza automatycznego zamknięcia śledztwa.

Wykonujemy w tej sprawie jeszcze czynności, czekamy m.in. na opinie genetyczne odnalezionych szczątków oraz sprawdzamy akta pod kątem innych zdarzeń, które mogą łączyć się z podejrzanym — wyjaśniła.

Na Dariuszu R., który od listopada 2017 r. jest w areszcie (termin aresztu upływa z końcem października), ciąży dziewięć zarzutów bezczeszczenia i okradania grobów. Grozi za to do 8 lat więzienia. Czyny te miały zostać popełnione w latach 2016-17 na cmentarzach w Gdańsku, Gdyni, Rumii, Lęborku i Kosakowie.

Zarzuty oparto m.in. na wynikach badań śladów DNA pozostawionych przez sprawcę na miejscu przestępstw, a także zapiskach znalezionych w mieszkaniu podejrzanego. Notatki te zawierają szczegółowe informacje o czynach, których dopuszczał się mężczyzna.

Z dotychczasowych ustaleń śledztwa wynika, że 54-latek niszczył, a potem także okradał groby. Zabrane szczątki zakopywał w lasach. W listopadzie 2017 r. policja znalazła w Gdańsku dziewięć worków zawierających szczątki i tabliczki nagrobne, wskazujące na to, że pochodziły z mogił na cmentarzach z województwa pomorskiego i warmińsko-mazurskiego.

Policja wykluczyła, by motywem działania mężczyzny była chęć zysku (np. sprzedaż szczątków lub cennych przedmiotów znalezionych w mogiłach) lub "jakakolwiek ideologia czy religia", np. satanizm. W opinii funkcjonariuszy motywem "była indywidualna teoria sprawcy, indywidualna jego potrzeba", wynikająca z jego osobowości.

Mężczyzna mieszkał w okolicy gdańskiego cmentarza Srebrzysko. Nie był wcześniej karany, nie pojawiał się także w policyjnych kartotekach. Nie miał żony ani dzieci. Miał stałą pracę, ale z ustaleń policji wynika, że wiele czasu spędzał na spacerach, w tym wędrówkach po lasach.