Za mieszkańcami całego kraju pierwsza niedziela objęta nowymi przepisami o zakazie handlu, a zarazem pierwszy test dla przedsiębiorców, pracowników i Państwowej Inspekcji Pracy.

Wiktoria Najmowicz to pracownica jednego ze sklepów w Olsztynie. Dziś jest już w pracy, ale wczoraj, cieszyła się wolnym dniem, który dały jej nowe przepisy: – To jest bardzo dobry pomysł. Jest to dodatkowy czas, żeby spędzić go z rodziną, wyjść na spacer zamiast cały dzień chodzić po sklepach, bo tak się najczęściej dzieje.

Niedziela była również jednym z najcieplejszych dni w ostatnim czasie, dlatego z możliwości spaceru czy spotkania z rodziną przy wspólnym posiłku skorzystało wiele osób. Było to widać nie tylko na terenie obiektów rekreacyjnych w mieście, ale również w galeriach handlowych, które paradoksalnie, w niedziele służyły mieszkańcom bardziej jako kino czy lokal gastronomiczny.

Jak wynika z obserwacji poczynionych przez administratorów galerii handlowcy, wczoraj przez jej drzwi przeszło zdecydowanie więcej ludzi, niż na przykład w niedziele świąteczne. Widać również zdecydowany wzrost w ruchu sobotę. Przedwczoraj do największej olsztyńskiej galerii przyszło 15 proc. więcej osób niż w sobotę ubiegłą. Zakaz miał jednak przede wszystkim pomóc małym przedsiębiorcom.

Otwarte były małe sklepy, w których za kasą stanęli właściciele. Ich zdaniem warto było dorobić tego dnia. Inaczej niedzielę oceniają ci, którzy tego dnia zamknęli swoje sklepy. Właściciele otwartych w niedziele sklepów przyznają jednak, że praca tego dnia to dla nich duże obciążenie.

Będę miała otwarty, niestety jestem do tego zmuszona. Muszę przeżyć, musze opłacić wszystko, muszę dać wypłaty, po prostu muszę – mówi Wiktoria Najmowicz, pracownica sklepu w Olsztynie.

Uczciwych właścicieli czekają zatem niedziele pełne wytężonej pracy. Ci, którzy przepisów nie przestrzegają muszą mieć się na baczności, bo w wczoraj ciężko pracowali również kontrolerzy Państwowej Inspekcji Pracy. Inspektorzy przyjęli 18 zgłoszeń dotyczących ponad 20 sklepów. Na razie żadne mandaty nie zostały nałożone, bo kontrole są w toku, ale niestosującym się do nowych przepisów może grozić kara nawet do 100 tys. złotych.