Nie pomagają apele i prośby… A może niektórym wciąż brakuje wyobraźni? Niech przestrogą będzie ostatnia tragedia, do której doszło na jeziorze Kisajno. Mężczyzna wjechał na lód quadem. Skończyło się tragedią. Wędkarza nie udało się uratować. Dzisiaj strażacy od rana wyciągali pojazd z jeziora. Mężczyzna z Warszawy jest drugą ofiarą, która zginęła pod lodem na Mazurach.

Na pierwszy rzut oka jezioro Kisajno wygląda na zamarznięte, jednak w niektórych miejscach przy brzegu grubość tafli lodowej ma maksymalnie 10 cm. Ratownicy mówią, że kilkaset metrów dalej lód ma 2-3 cm grubości: – Otrzymaliśmy zgłoszenie, że pod dwoma mężczyznami na jeziorze Kisajno załamał się lód. Mężczyźni wpadli do wody. Na miejsce natychmiast został skierowane służby ratunkowe – mówi mł. asp. Iwona Chruścińska, Komenda Powiatowa Policji w Giżycku.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że dwaj mężczyźni wybrali się na ryby. 64-latek z Warszawy wjechał na zamarznięte jezioro quadem. Ciągnął za sobą sanki, na których siedział jego kolega. W pewnym momencie lód załamał się i obaj wpadli do wody. Jeden z mężczyzn dotarł do brzegu o własnych siłach i wezwał pomoc do poszkodowanej osoby. Mężczyzna mógł przebywać w wodzie nawet dwie godziny. Nie przeżył. Sprawą zajęli się śledczy.

Ustalono, że kierowca quada mógł wcześniej pić alkohol. Został zatrzymany na 48 godzin do dyspozycji prokuratora: – Wynik badania wskazał na około 0,5 promila alkoholu. To wstępne badanie, które zostanie jeszcze potwierdzane – tłumaczy mł. asp. Iwona Chruścińska.

Ratownicy apelują, aby z rozwagą wchodzić na zamarznięte jeziora i rzeki. W tym roku ratownicy na Warmii i Mazurach wydobyli spod lodu 4 osoby. Dwie z nich za późno. Wędkarzy, pod którymi zarwał się lód na jeziorach: Olecko Małe i Kisajno nie udało się uratować.