Przyszła zima, pola pokrył śnieg, ale rolnicy i tak nie śpią spokojnie. Na Warmii i Mazurach coraz większym problemem są mieszkańcy lasu. - Dzika zwierzyna traktuje pola jak szwedzki stół - mówią rolnicy w oczekiwaniu na nowe zasady wyceny szkód łowieckich.

Szkody łowieckie od lat są przyczyną sporu między właścicielami gruntów a myśliwymi. Jak mówi Kazimierz Wróblewski z Warmińsko-Mazurskiej Izby Rolniczej, problem z biegiem lat jest coraz większy. Zwłaszcza na Warmii i Mazurach, gdzie ponad 30 procent powierzchni województwa stanowią lasy, a nieproszonych gości na polach jest coraz więcej. Problem jest tym większy, że, jak skarżą się rolnicy, często wyceny proponowane przez Koła Łowieckie nie rekompensują im strat.

„Od myszy do cesarza wszyscy żyją z gospodarza” twierdząc, że oczywiście zwierzyny nie ma. A rolnik musi to wyżywić. Teraz narasta problem jelenia i łosia, bo łosie się już w ogóle nikogo nie boją — mówi Kazimierz Wróblewski z Warmińsko-Mazurskiej Izby Rolniczej.

Nadzieją na poprawę jest nowa ustawa Prawo łowieckie. Nowe przepisy miałaby zmienić zasady odpowiedzialności za szkody wywołane przez dziką zwierzynę. Rolnicy liczą, że nowe przepisy umożliwią między innymi rozwiązanie umowy dzierżawy gruntów, które do nich należą kołom łowieckim i starostwom, jeżeli myśliwi nie będą wykonywać założeń rocznych planów łowieckich.