Koszykarki pierwszoligowego KKS-u po raz kolejny udowodniły, że przed własnymi kibicami potrafią wygrać z każdym. Olsztynianki do meczu z trzecią drużyną ligi, AZS-em Uniwersytet Warszawski, przystępowały po serii trzech kolejnych porażek. Zła passa nieoczekiwanie została przerwana - KKS wygrał 69:62.

Gdy przedostatnia drużyna tabeli podejmuje zespół z ligowego podium, faworyt wydaje się być oczywisty. Nie w przypadku koszykarek KKS-u. Olsztynianki, mające w tym sezonie na koncie tylko jedno zwycięstwo, przystąpiły do meczu z AZS-em Uniwersytet Warszawski bez kompleksów, doskonale zdając sobie sprawę, że na własnym parkiecie ograły już niejednego faworyta.

Przede wszystkim dziewczyny są zdeterminowane porażką w Bydgoszczy. Chciały odwdzięczyć się olsztyńskiej publiczności i przeprosić za tą niespodziewaną porażkę – mówi Tomasz Sztąberski, trener KKS-u Olsztyn.

Początek meczu to zacięta i wyrównana gra z obu stron. Ambitnie grające olsztynianki pod koniec drugiej kwarty zdołały wyjść na prowadzenie, które stopniowo powiększały. Przy stanie 44:30 w trzeciej odsłonie, zawodniczki KKS-u zupełnie się jednak zacięły i straciły 19 punktów z rzędu.

Niestety, trzecia kwarta dalej szwankuje. Na początku, o dziwo, zaczęłyśmy powiększać przewagę, jednak znowu stanęłyśmy. Nie wiem, nie mam pojęcia… Może rozluźniłyśmy się, bo była już duża przewaga – mówi Jolanta Wichłacz, KKS Olsztyn.

Końcówka należała jednak do olsztynianek, które nie pozwoliły wydrzeć sobie zwycięstwa. Pod koszem rywalek do skutecznych jak zawsze Kseni Zajączkowskiej i Joanny Markiewicz, dołączyła także autorka 15 punktów, Natalia Gzinka i KKS wygrał 69:62. Dzięki wygranej, olsztynianki awansowały na szóstą pozycję w tabeli Pierwszej Ligi.