Miała być lekarstwem na zatłoczone sądy i szansą na szybsze rozwiązywanie sporów. Tak mediację przedstawiano w 2015 roku, kiedy w życie oficjalnie weszły przepisy ją definiujące. Ale od 2 lat zainteresowanie znalezieniem porozumienia poza salą sądową niewiele wzrosło. Chcą to zmienić sędziowie i mediatorzy, którzy przez najbliższy tydzień będą zachęcać do korzystania z mediacji.

W 2015 roku w sądach w całym kraju przeprowadzono ponad 4 tys. postępowań mediacyjnych. Podobnie sytuacja wygląda w regionach. W ubiegłym roku w Sądzie Okręgowym w Olsztynie do mediacji skierowano zaledwie 75 spraw. To pokazuje, że Polacy wciąż wolą „iść” do sądu niż skorzystać z pomocy mediatora.

Arbitralny wyrok sądu powoduje, że strony czasem mają problem ze zrealizowaniem tego rozstrzygnięcia, a w tym przypadku same decydują, mają wpływ na to, jak rozstrzygną swój spór — mówi Monika Czarnecka, mediator.

W założeniu mediacja ma być prostsza, szybsza i tańsza niż proces sądowy, a wypracowany kompromis realny do spełnienia. Mediację może zlecić sąd, ale też strony konfliktu mogą się na nią samodzielnie zdecydować. Jest ona wykorzystywana we wszystkich rodzajach spraw, w których prawo dopuszcza zawarcie ugody.

Według przepisów mediacja maksymalnie może trwać 3 miesiące. Co ważne, jest też poufna i dobrowolna: — Nikogo nie można zmusić do mediacji. Oczywiście sąd może skierować do mediacji nawet bez zgody osób, które są tym zainteresowane. Takie osoby w ciągu 7 dni od skierowania do mediacji mogą wskazać, że jej nie chcą — mówi Jolanta-Biernat-Kalinowska, sędzia, koordynator ds. mediacji Sądu Okręgowego w Olsztynie.

To też znacznie tańszy niż proces sposób na zakończenie konfliktu. Jeżeli mediację zleci sąd, to jest ona włączona do kosztów procesowych. Do piątku we wszystkich polskich sądach będą dyżurować mediatorzy, którzy bezpłatnie udzielą porad. Szczegółowe informacje można znaleźć na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości.