Projekt budowy zasilanej odpadami elektrociepłowni to przedsięwzięcie, które stało się powodem wymiany zdań między Jerzym Szmitem, szefem olsztyńskich struktur Prawa i Sprawiedliwości, a Piotrem Grzymowiczem, prezydentem Olsztyna.

Jerzy Szmit zorganizował w czwartek 13 lipca konferencję poświęconą planom budowy w Olsztynie elektrowni zasilanej odpadami.

Od pewnego czasu prezydent Grzymowicz twierdzi, że proponowane przez niego rozwiązania są „bezalternatywne”. Że tylko jego pomysły i projekty mają szanse być realizowane i tylko one jedynie są słuszne — mówi Jerzy Szmit, wiceminister infrastruktury i budownictwa.

Polityk PiS przekonywał dziennikarzy, że są inne rozwiązania i powołał się na pismo szefa Polskiej Grupy Energetycznej do prezydenta Olsztyna. Spółka zaproponowała miastu zaangażowanie się w lokalny rynek ciepłowniczy. Prezydent ofertę jednak odrzucił. Zdaniem Jerzego Szmita, zaangażowanie PGE pozwoliłoby zachować publiczną kontrolę nad Miejskim Przedsiębiorstwem Energetyki Cieplnej, bo większość udziałów ma w grupie państwo.

Tymczasem plany prezydenta Olsztyna, według polityka PiS, grożą oddaniem kontroli nad MPEC w prywatne ręce.

Piotr Grzymowicz na konferencję Jerzego Szmita zareagował swoją konferencją. U boku prezydenta Olsztyna zasiadł prezes MPEC, który starał się wyjaśnić powody odrzucenia oferty PGE oraz innych, podobnych ofert.

Wszystkie sprowadzają się do jednej kwestii. Przekażcie nam pełną kontrolę, pełne władztwo nad całym systemem - nad siecią, dystrybucją i całym rynkiem ciepła —mówi Konrad Nowak, prezes MPEC w Olsztynie.

Zdaniem prezydenta, zachowanie kontroli gwarantuje realizowany przez miasto projekt budowy elektrociepłowni. Przewiduje on spółkę z prywatną firmą, ale większość udziałów ma mieć miasto oraz państwowy Polski Fundusz Rozwoju. Fundusz miał do spółki wnieść 105 mln zł, ale miastu nie udało się sfinalizować tej sprawy.

Inwestycja jest na liście projektów przewidzianych do dofinansowania z unijnego programu „Infrastruktura i Środowisko”. Żeby dostać dotację, miasto musi mieć pieniądze na wkład własny, a te miał zapewnić Fundusz. Jeśli projekt ma dojść do skutku, miasto musi, nie później niż za rok, mieć zapewnione finansowanie inwestycji.