Olsztyński sprzedawca dopalaczy ma trafić do aresztu - zdecydował olsztyński Sąd Rejonowy. Problem w tym, że mężczyzna, który już raz został zatrzymany za handel dopalaczami i zaraz po tym wypuszczony przez sąd I instancji, zapadł się pod ziemię. 20-latek wpadł w ręce policji pod koniec czerwca. Wtedy Sąd Rejonowy odrzucił wniosek śledczych o areszt. Po skardze prokuratora, sąd ponownie zajął się tą sprawą i teraz mężczyzna ma natychmiast stawić się w areszcie. Orzeczenie jest nieprawomocne.

Na posiedzenie sądu nie stawił się przebywający na wolności Kamil L. W sądzie był jedynie jego obrońca, który podkreślał, że aresztowanie jego klienta nie jest konieczne. W ocenie mecenasa mężczyzna może odpowiadać jedynie za sprzedaż, a nie konsekwencje zażywania środków przez klientów. Sąd jednak nie podzielił tej argumentacji i orzekł, że Kamil L. natychmiast ma trafić do aresztu.

Sąd już raz zajmował się tą sprawą. Pod koniec czerwca sąd I instancji odrzucił wniosek śledczych o tymczasowy areszt. Po skardze prokuratury sąd II instancji nakazał ponownie rozpoznać wniosek śledczych. Na decyzję o areszcie liczyli prokurator i policja. Funkcjonariusze pod koniec czerwca zlikwidowali sklep z dopalaczami i zatrzymali 20-latka. W tej sprawie pokrzywdzonych może być ponad 20 osób.

Problem w tym, że pierwsza decyzja sądu o wypuszczeniu Kamila L. na wolność ma swoje konsekwencje. Choć teraz sąd zdecydował o jego natychmiastowym zatrzymaniu, to policja ponownie musi szukać podejrzanego. Mężczyzna mimo nakazu nie stawia się w komendzie – ostatni raz był tam widziany 8 lipca.

Trwają poszukiwania mężczyzny. Sprawa zamknięcia sklepu z dopalaczami w Olsztynie miała ciąg dalszy. Policjanci w czerwcu w całym kraju przeprowadzili 180 kontroli punktów sprzedaży środków zastępczych. Przeszukali 44 pomieszczenia i 132 pojazdy.

W toku podjętych działań, które zasięgiem objęły cały kraj, zostało zatrzymanych 67 osób. Zabezpieczono ponad 5 tys. opakowań zawierających dopalacze. Ponad 3 tys. tych substancji zabezpieczono na terenie Olsztyna i Elbląga, m.in. w miejscu, w którym wcześniej interweniowali policjanci — mówi sierż. Tomasz Markowski, Komenda Wojewódzka Policji w Olsztynie.

Kamilowi L. grozi 12 lat wiezienia.