Prezentujemy historię o ciężkiej doli matki i córki, które postanowiły z islamu przejść na chrześcijaństwo. W Tadżykistanie ryzykowały wszystko - zdrowie i życie. W Polsce odnalazły schronienie i bezpieczeństwo. Zgodnie z prawem, mogą być tu do 15 sierpnia. Potem grozi im wydalenie z kraju, bowiem nie otrzymały statusu uchodźcy. Na razie kobiety przebywają w Kętrzynie.

Dilfruz nosi w sobie wspomnienie tego, co spotkało ją w jej rodzinnym kraju: — Były problemy ze strony szkoły. Byłam izolowana, nikt ze mną nie rozmawiał. 22-latka pochodzi z Tadżykistanu. Siedemnaście lat temu razem z matką przeszły z islamu na chrześcijaństwo. Od tamtej pory były bite i zastraszane, głównie przez brata matki, wyznawcę islamu.

Z Tadżykistanu uciekły. Na granicę polsko-rosyjską w Gronowie trafiły pół roku temu. Wystąpiły o azyl, a następnie trafiły do ośrodka dla cudzoziemców w Kętrzynie. Od tygodnia, ze względu na zły stan zdrowia, kobiety przyjął pod swój dach pastor zboru Kościoła Zielonoświątkowego w Kętrzynie.

To było takie uczucie, jakie ma człowiek, którego bierze się za głowę i zanurza pod wodę. Jest tylko jedno marzenie, żeby zaczerpnąć powietrza — mówi Adolat Karimova, uciekinierka z Tadżykistanu.

Dla kobiet to jeszcze nie koniec piekła. Rada ds. Uchodźców nie przyznała im statusu uchodźcy. Kobiety złożyły wniosek ponownie: — Ich zeznania nie zawsze są odbierane, jako wiarygodne. Sprowadza się to często do tematu zagadnienia przemocy domowej, z czym absolutnie nie potrafimy się zgodzić — mówi Arkadiusz Jurgiełajtis, pastor zboru Kościoła Zielonoświątkowego w Kętrzynie.

W Tadżykistanie kościoły protestanckie są zwalczane, a wierni doświadczają napaści, gróźb i aresztowań. W Światowym Indeksie Prześladowań 2015, stworzonym przez organizację Open Doors, kraj ten zajmuje 35. miejsce.

Dilafruz ma marzenia. Chciałaby zdobyć wykształcenie i zająć pracą z dziećmi. Z kolei jej matka Adolat, która w rodzinnym kraju była dziennikarką i fizjoterapeutką, chce, żeby jej córka była bezpieczna.