Sąd Rejonowy w Giżycku przerwał do 29 maja proces trzech oficerów Wojska Polskiego oskarżonych m.in. o znieważenie i naruszenie nietykalności policjantów, których wezwano do awantury w miejscowym hotelu. Sprawa toczy się za zamkniętymi drzwiami.

W czwartek, 20 kwietnia, sąd przesłuchiwał pierwszych świadków i wyznaczył terminy kolejnych rozpraw na 29 maja i 5 czerwca. Wtedy mają zostać przesłuchani pozostali świadkowie. Sprawa odbywa się z wyłączeniem jawności, ponieważ część zarzutów dotyczy zniesławienia. Taki proces może być jawny jedynie na wniosek pokrzywdzonych, a takiego wniosku nie złożyli.

Według prokuratury, we wrześniu ubiegłego roku trzej oficerowie 15. Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej wywołali awanturę w miejscowym hotelu. Gdy jeden z nich zaatakował barmana, obsługa wezwała patrol złożony z policjantki i strażnika miejskiego. Żołnierze byli agresywni i stawiali opór, więc na pomoc wezwano drugi patrol - policjanta i policjantkę.

W trakcie wyprowadzania mężczyzn na korytarzu doszło do szarpaniny. Funkcjonariusze użyli gazu i zakuli awanturujących się żołnierzy w kajdanki. W czasie interwencji funkcjonariusze doznali urazów kończyn i żeber. Podczas incydentu w hotelu wojskowi byli ubrani po cywilnemu. Byli pijani, mieli od 1,2 do 2 promili alkoholu w wydychanym powietrzu.

Prokuratura postawiła im zarzuty znieważenia i naruszenia nietykalności cielesnej policjantów. Jednemu z nich dodatkowo - podobny zarzut dotyczący osoby prywatnej. Śledczy rozszerzyli zarzuty o zmuszanie do odstąpienia od czynności służbowych zarówno trójki policjantów, jak i strażnika miejskiego.

Ściganiem z urzędu objęto też zarzuty zniesławienia i znieważenia dwóch osób cywilnych, pracowników hotelu. Jest też zarzut naruszenia nietykalności osobistej jednej z tych osób. Wobec podejrzanych zastosowano poręczenia majątkowe - od 7 do 15 tys. złotych.

Kilka dni po incydencie w hotelu, dowódca 15. Brygady wydał oświadczenie, w którym poinformował, że oficerowie, którzy brali udział w tym zajściu, nie są już żołnierzami tej jednostki. Rzeczniczka prasowa giżyckiej brygady wyjaśniła wtedy, że „wszyscy przeszli do rezerwy kadrowej”.