W czwartek, 20 kwietnia przed Sądem Rejonowym w Olsztynie rozpoczął się proces lekarki oskarżonej w sprawie śmierci 3-letniej Leny, która zmarła na sepsę w Wojewódzkim Szpitalu Dziecięcym. Kobieta nie przyznaje się do winy.

Trzyletnia Lena zmarła na posocznicę o piorunującym przebiegu w marcu 2014 roku. Kilka dni po śmierci dziecka, rodzice zawiadomili o sprawie prokuraturę. Twierdzili, że przez cały dzień poprzedzający zgon córki byli odsyłani od lekarza do lekarza, karetka pogotowia odmówiła przyjazdu, a kiedy dziecko po wielu perypetiach trafiło na oddział w szpitalu dziecięcym w Olsztynie, także nie zajęto się nim w odpowiedni sposób. W sprawie odpowiada młoda, początkująca lekarka, oskarżona o nieumyślne narażenie dziecka na utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu.

Lekarka Agata Sz. miała - według prokuratury - nieumyślnie narazić dziecko na niebezpieczeństwo utraty życia lub spowodować uszczerbek na zdrowiu przez to, że m.in. z opóźnieniem podała lek, nie skonsultowała stanu dziecka z anestezjologiem we właściwym czasie i że opuściła oddział, nie przygotowując rozpoczęcia akcji reanimacyjnej dziecka.

Kobieta, składając wyjaśnienia, opowiedziała, jak wyglądało przyjęcie dziewczynki do szpitala. Podkreślała, że tamtej nocy wielokrotnie badała dziecko, że prowadzono nieustanny monitoring pacjentki, a wszystkie procedury dotyczące diagnostyki i podawania leków wykonywała zgodnie z zaleceniami i wytycznymi pediatrii. Dodała, że w pewnym momencie została wezwana przez pielęgniarkę, ponieważ dziewczynka została odłączona przez matkę od urządzeń medycznych monitorujących czynności życiowe oraz od kroplówek podających leki. Następnym razem - relacjonowała lekarka - gdy weszła do sali, dziewczynka bawiła się tabletem. Podkreśliła, że poleciła zabrać urządzenie dziecku, bo korzystanie z niego mogło wpłynąć na pogorszenie stanu zdrowia.

Dodała, że nad ranem została wezwana do pacjentki, ponieważ ta miała płytszy i przyśpieszony oddech, a po zbadaniu dziewczynki poszła skonsultować się z anestezjologiem na oddział intensywnej terapii. Tłumaczyła, że gdy opuszczała oddział, nic nie wskazywało, że stan dziecka gwałtownie się pogorszy. Gdy po 5 minutach wróciła, zobaczyła, że trwa reanimacja dziewczynki. Gdy dziecku przywrócono czynności życiowe, przewieziono je na oddział intensywnej opieki, tam - po powtórnej reanimacji - o godz. 6:00 dziewczynka zmarła.

Ze zleconej przez prokuraturę opinii, którą sporządzili lekarze z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wynika, że przyczyną śmierci dziewczynki była posocznica wywołana bakterią Neisseria meningitidis. Przebieg choroby biegli z Wrocławia określili mianem „piorunującego”. Prawdopodobieństwo zgonu w takim przypadku wynosi 90 proc.