24 lata temu tragicznie zginął Marian Bublewicz, rajdowa legenda polski. Pamięć o nim przetrwała jednak próbę czasu i śmiało można powiedzieć, że mistrz dalej zaraża rajdową pasją kolejne pokolenia. Udowadniają to fani i sympatycy motosportu, którzy w Olsztynie jak co roku zebrali się, by uczcić jego pamięć.

Co roku, 20 lutego fani Mariana Bublewicza zbierają się na Starym Mieście, by wspólnie przejechać ulicami Olsztyna i złożyć kwiaty na jego grobie. — Są z nami nawet ci, którzy nie znali Mariana Bublewicza i to jest fenomen tej osoby, tego talentu kierowcy. Wszyscy mówią, że to był talent na tamte czasy i szkoda, że tak się stało — mówi Wojciech Kozłowski, sekretarz Olsztyńskiego Klubu Motorowego im. Mariana Bublewicza.

Był 20 lutego 1993 roku, gdy podczas Zimowego Rajdu Dolnośląskiego doszło do wypadku. Marian Bublewicz wypadł z zakrętu i uderzył w drzewo lewą stroną na wysokości przednich drzwi. Kibice starali się wydostać mistrza z pojazdu. Gdyby profesjonalna pomoc nadeszła wcześniej prawdopodobnie nie byłby to jego ostatni rajd.

Brak odpowiedniej opieki medycznej i wyposażonego szpitala przesądził o tym , że akcja ratunkowa była od początku skazana na niepowodzenie. Mam ogromna nadzieję, że jego śmierć przyczyniła się do zmiany patrzenia na zabezpieczenie rajdów w Polsce — mówi Beata Bublewicz, córka Mariana Bublewicza.

Marian Bublewicz zdobył łącznie 20 tytułów mistrzowskich w Polsce oraz wicemistrzostwo Europy. Utworzył pierwszy w Polsce profesjonalny team rajdowy. W 1992 roku znalazł się wśród 31 najlepszych kierowców rajdowych świata. Gdyby nie pechowy zakręt miałby dziś 67 lat.