Takiej imprezy w Olsztynie jeszcze nie było. W rajdzie na orientację ABENTOJRA wystartowało prawie 400 osób. Najtwardsi piechurzy posługując się mapą i kompasem musieli przejść po warmińskiej głuszy 50 kilometrów, natomiast najmocniejsi kolarze przejechać ich aż sto.

Na zapoznanie się z 50-kilometrowym szlakiem biegowym uczestnicy przed startem mieli zaledwie kilka minut. Nikt tu jednak nie narzekał - takie są zasady rajdów na orientację.

Jest to zupełnie coś innego, jestem zachwycony można powiedzieć, w porównaniu do takiego klepania 42 kilometrów po asfalcie, gdzie ma się cały czas kontakt z przyrodą, cały czas coś się zmienia, jest las, jest woda, to jest taka przygoda — mówi Piotr Magalski, uczestnik rajdu z Olsztyna.

Przygoda, czyli po warmińsku Abentojra. Taki rajd odbył się na Warmii po raz pierwszy. Jak przekonują jego uczestnicy - to wyzwanie dla każdego. Choć warto wcześniej odpowiednio się przygotować...

Zaczynałem w biegach miejskich z mapą, u nas, po osiedlach jest dużo łatwiej — mówi Dariusz Piwowarczyk, uczestnik rajdu z Poznania.

Ale jak przekonują uczestnicy, to gra warta świeczki. Wysiłek wynagradza radość płynąca z rywalizacji, ale też możliwość odwiedzenia ciekawych miejsc. Na przykład - za jeden z punktów kontrolnych posłużyło organizatorom dawne lotnisko sterowców w Dywitach.

Lasy, jeziora, przepiękne zakątki, bagienka, które są utopione w lasy to wszystko jest warte pokazania — mówi Damian Soczewka, prezes klubu Abentojra.

Gdy piechurzy już ruszyli, do startu przygotowywali się kolarze. Najmocniejsi mieli do pokonania aż sto kilometrów leśnych ostępów. Olsztynianin Michał Filak wybrał trasę krótszą 50-kilometrową.

Liczy się nie tylko prędkość, ale również trochę sprytu, takiego trochę cwaniactwa trzeba mieć, to jest fajne — mówi Michał Filak, uczestnik rajdu z Olsztyna.

W pierwszej Abentojrze wzięło udział łącznie prawie 400 zawodników z całej Polski. KO, opr. KS